Kult Matki Boskiej w Polsce

2017-12-04
Kult Matki Boskiej w Polsce

Dlaczego doszło do oblężenia Częstochowy?

Przeor Augustyn Kordecki był nie tylko wielkim duchownym i świetnym zarządcą Klasztoru na Jasnej Górze, ale przede wszystkim świetnym dyplomatą i żołnierzem. Wielkość dyplomacji Kordeckiego polegała na tym, że aby ocalić ratowanie cudownego sanktuarium po ucieczce z kraju króla Jana Kazimierza zdecydował się uznać zwierzchność szwedzkiego monarchy w zamian gwarancji bezpieczeństwa. Duchowny odrzucił jednak propozycję Feldmarszałka Wittemberga, której celem było wprowadzenie szwedzkiej załogi do środka murów twierdzy. Kordecki przewidział, że w ten sposób szwedzka gwardia zmusi przyszłych obrońców do kapitulacji i zrabuje klasztor z całego majątku. To właśnie ta odmowa stała się powodem decyzji o podjęciu oblężenia przez szwedów klasztoru jasnogórskiego przez wojska jenerała Burcharda Müllera.

Twarda obrona twierdzy

Zima na przełomie 1655/56 roku była niezwykle mroźna. Wojska szwedzkie otoczyły pierścieniem częstochowski klasztor jednak nie zdecydowały się na wzięcie jego murów szturmem. Bynajmniej nie wynikało to z opieszałości Szwedów. Brak szturmu wynikał z innego faktu. Artyleria najeźdźców nie była w stanie zrobić wyłomu w murach częstochowskiej twierdzy, przez który mogłaby się wedrzeć piechota. Widmo potężnych strat ze strony dość silnie uzbrojonej polskiej załogi budziło u agresora lęk. Z drugiej strony konsekwentna sztuka wojenna nakazywała postępowanie racjonalne i przemyślane. Szwedzi stali u bram klasztoru, odcinając jego linie komunikacyjne. Byli pewni, że głód wymusi na obrońcach poddanie się w ciągu kilku tygodni.

Przewaga ognia artyleryjskiego po stronie Szwedów

Tymczasem trwała wymiana ognia artyleryjskiego, w której od początku przewagę mieli obrońcy. Szwedzi wbrew temu co widzieliśmy w ekranizacji "Potopu" Jerzego Hoffmana nie mieli przewagi ognia od początku oblężenia. Nawet wzmocnienie artylerii szwedzkiej o działa polowe nie wpłynęło w najmniejszych stopniu na rozkład sił w listopadzie. Szwedzi mieli przewagą liczebną, ale nie byli w stanie wyrządzić obrońcom żadnej krzywdy, poza efektem psychologicznym w postaci zmasowanych ataków artyleryjskich. Sytuacja zmieniła się jednak 10-go grudnia 1655 roku, kiedy do walki włączyły się kolubryny, zwane potocznie "murołomami'. Kolubryny przyjechały do Częstochowy z Krakowa w liczbie 6 sztuk. Cztery z nich były 12-funtówkami, a więc działami takiego samego kalibru jakie do dyspozycji mieli obrońcy z Częstochowy. Prawdziwy problem stanowiły dwa ostatnie, monstrualne działa, których siła rażenia rzeczywiście mogła budzić lęk. Pociski 24 funtowe z każdym dniem kruszyły mury twierdzy, wyrządzając przy okazji ogromne straty wśród załogi. Wyrwy w murach klasztoru były coraz większe. Wydawało się, że lada dzień Szwedzi będą gotowi do podjęcia szturmu. I wtedy zdarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego.

Szczęście czy cud?

Podczas jednej z licznych procesji modlitewnych doszło do potężnej wymiany ognia między dwiema stronami podczas której pocisk z polskiego działa trafił w szwedzką "bestię", uszkadzając jej lufę. Działo nie nadawało się do dalszej walki. Morale i możliwości Szwedów po tym incydencie mocno podupadły. W Boże Narodzenie doszło do podobnej sytuacji, gdy druga kolubryna eksplodowała. Przecząc ekranizacji Hoffmana nie wysadził jej żaden żołnierz. Nie została też trafiona. Powody nie są znane do dzisiaj, ale wiadome jest, że po jej wysadzeniu Szwedzi 27 grudnia zakończyli oblężenie. To był prawdziwy cud. Niespełna 300 osobowa załoga składająca się z zakonników i żołnierzy, a także szlachty odparła w szczytowym momencie atak 3200 żołnierzy dysponującymi przy tym silną artylerią. Zastanawiający jest też inny fakt. Podczas obrony twierdzy (według wszelkich dostępnych kronik z tamtego okresu) zginęło zaledwie 4 żołnierzy i 3 konie po stronie polskiej. "Obrona Częstochowy" była przełomowym momentem podczas wojny polsko – szwedzkiej. W trakcie jej oblężenia na pomoc obrońcom ruszyły liczne oddziały z całego kraju, które spowodowały, że naród odzyskał wiarę w końcowe zwycięstwo. Od zwycięstwa na Jasnej Górze losy wojny zupełnie się odwróciły. Król Jan Kazimierz przyjął w katedrze lwowskiej uroczyste śluby ogłaszając Matkę Boską Częstochowską – Patronką i Królową Polski. W kraju narodził się potężny kult maryjny, który poniósł Polaków do kolejnych sukcesów. Kilka lat później w Oliwie zawarto pokój, który zakończył "szwedzki potop".

Kult maryjny trwa do dziś

Obrazy Matki Boskiej stanowią współcześnie nieodłączny element kultu religijnego w Polsce. Kultu, którym nie może pochwalić się żaden inny święty, może poza Janem Pawłem II. Innymi jego elementami są poddanie Matki Bożej w opiece narodu polskiego, chóralne śpiewanie pieśni maryjnych na jej cześć, wprowadzenie nabożeństw ku jej czci czy chociażby powstanie licznych w całym kraju sanktuariów. Ponadto obraz "Czarnej Madonny" z Częstochowy zyskał sławę międzynarodową i stanowi ważny element kultury religijnej w Polsce, zaś sam klasztor stał się miejscem licznych pielgrzymek. fot. Franciszek Kondratowicz
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel